13:18:00

NA CO PRÓBUJĄ NAS NACIĄGNĄĆ FIRMY KOSMETYCZNE?

Krótko, zwięźle i na temat o tym, jak nie dać się wkręcić w machinę marketingową branży kosmetycznej.
Ze źródłami, gdzie możecie pogłębić swoją wiedzę na ten temat:)


1. Nie testowano na zwierzętach

2004 - w UE wchodzi zakaz testowania produktów kosmetycznych na zwierzętach.
2009 - kolejna dyrektywa: Unia wprowadza zakaz testowania także poszczególnych składników i ich kombinacji. Z obrotu wycofywane są systematycznie wszystkie testowane na zwierzętach kosmetyki.
2013 - testowane na zwierzętach kosmetyki definitywnie nie mogą być wprowadzane na rynek.
Od marca tego roku nie jest to żaden wyznacznik jakości kosmetyku, tylko obowiązek! Nie obdarzajmy więc koncernów dodatkowymi ochami i achami, bo stosują się do prawa:)
 
O środkach przeznaczonych na to przedsięwzięcie oraz czym kierowała się komisja można przeczytać dokładniej na stronie europa.eu

2. Naturalne, ekologiczne czy biologiczne?
Bez certyfikatu to tylko pusty slogan. Szukaj na opakowaniu informacji i loga:







Te i inne certyfikaty i organizacje związane z tekstyliami, rolnictwem, kosmetyką ekologiczną pod tym linkiem.

3. Natleniający, arganowy, aloesowy, przeciwtrądzikowy, przeciwzmarszczkowy...
... bez oleku arganowego, aloesu, substancji antybakteryjnej czy retinolu? Zdarza się! Niestety granica między wprowadzeniem w błąd klienta, a znakiem towarowym jest cienka. Zakazaną formą praktyki marketingowej jest stosowanie nacisku psychicznego i fizycznego, a czy opisanie jako arganowa odżywki, która nie posiada takiej substancji jest karane? Nie, bo może to być określenie np. jej zapachu.
Tym bardziej nie będziemy mogli mieć pretensji do firmy, która dodaje dany składnik gdzieś na szarym końcu składu w ilości, która nie jest w stanie nawilżyć/ ujędrnić/odżywić. Ma prawo do opisania działania każdego składnika, który został wykorzystany.
Konsumencie, czujnym bądź!

4. Marka i nowości rynkowe pożywką marketingowców
Nic nie gwarantuje nam ani doskonalszego składu, ani nawet tego, że będzie wyjątkowy...
Już wiele blogerek wałkowało ten temat, np. atqabeauty.
BB modniejsze niż krem tonujący - zróbmy nowe opakowanie!
3w1, które wszystkie już na pewno znacie:) - różnica w marce, pojemności i cenie. Nic poza tym.

Temu produktowi można wiele zawdzięczać, jednak sposób na łapanie klientów też jest według mnie średnio etyczny. Spodobała im się jedna, niech kupią drugą podobną.. a w sumie.. po co wymyślać nowy skład. Przykleimy inną naklejkę!
Płacimy za markę, za nowość rynkową, za drogą reklamę w telewizji. Często z przekory odpuszczam sobie kultowe marki na rzecz mniej znanych Polskich marek, bo atakujące mnie z każdej okładki sztuczne rzęsy, komputerowo gładka skóra i sławni celebryci skutecznie mnie odstręczają.

A Was co najbardziej wkurza? Jak radzicie sobie z natłokiem produktów?

Pozdrawiam
Bogny Program

6 komentarzy:

  1. Tyle, że certyfikaty jednak kosztują bo to nie jest organizacja darmowa tylko za ten znaczek, testy firmy muszą zapłacić. Jednych stać, drugich nie. W tym przypadku nie przekreślałabym.

    Odnośnie 4 punktu to z kremem BB się zgadzam ale kolejne to składniki są poukładane według stężenia a nigdzie nie jest powiedziane, że w olejku X o takim samym składzie jak w olejku Y znajduje się tyle samo mililitrów olejku ;) Skład to jedno, ale zapominamy też o proporcjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do składów, to można sobie wydedukować, że np X g jakiegoś wyciągu może być przechowane bezpiecznie dzięki danemu konserwantowi który musi mieć Y g, by spełniał swoją funkcję. Zbyt wiele nie da się nakombinować. Znając troszkę zagadnienie chemii kosmetycznej da się wysnuć pewne oględne wnioski z samej kolejności poszczególnych składników. To jak równanie z wieloma niewiadomymi - dokładnej gramatury nie możemy poznać, ale pewne proporcje owszem:)

      Tak, każde testy kosztują, niektórzy na tym tracą. I niestety, jeśli chcemy mieć pewność możemy polegać tylko na certyfikacie (niekoniecznie tym, które wymieniłam:P), bo przedrostek bio-, -eko są wręcz nadużywane, a nie dają żadnej gwarancji.

      Usuń
  2. no niestety ale nie ma to jak dobry chwyt marketingowy ;)

    Zapraszam do udziału w konkursie, gdzie do wygrania są cudne bransoletki ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie w sumie denerwuje "tylko" to, że właśnie wprowadzają nowy ksometyk na rynek pod inną nazwą, albo dodają etykietkę "nowość", a skłąd i wszystko to samo, tylko inna szata graficzna. Ewentualnie, co wkurza mnie do granic możliwości, to to że wycofują dobry i świetnie sprzedający się kosmetyk a zastępują go drugim gorszym, bądź wcale og nie zastępują. Za cholere nie rozumiem takiego marketingu.
    Co do certyfikatów- zawsze patrzę na te naklejki, a przynajmniej się staram. A, jeszcze jedno- najśmieszniejsze jest jak producent pisze o tym, że coś w kosmetyku znajdziemy, a w składzie tego w ogóle nie ma :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa zdarza się:P Żeby dostać to, czego szukamy trzeba być bardzo skrupulatnym. Czasami aż mi to odbiera radość z zakupów!:P

      Usuń
  4. Bardzo przydatny post.

    Zapraszam do siebie na rozdanie http://timeforus-momandson.blogspot.com/2013/06/moje-pierwsze-rozdanie-zapraszam.html

    OdpowiedzUsuń