13:05:00

Eko niedziela #1 CD Freuchtigcreme Wasserlilie

Co wy na to, by cyklicznie na blogu pojawiały się eko kosmetyki? Myślę, że najlepszym dniem na to będzie niedziela - czas, kiedy większość z nas daje skórze odpocząć, rezygnujemy z makijażu, mamy więcej czasu na rytuały pielęgnacyjne. Na pierwszy ogień pójdzie krem do ciała niemieckiej marki CD.
Ostatnio moja kosmetyczka poszerzyła się o kilka produktów z wege składem. Wbrew pozorom wiele kosmetyków można pod tym szyldem umieścić - część po protu nie kupiła danego certyfikatu. Dziś krem do pielęgnacji ciała, który na słoiczku taki symbol posiada. Jak się sprawdził?

Pierwsze wrażenie

No, opakowanie nie jest ładne. Wygląda jak coś bardzo taniego z Rosska, a na dodatek napisy ma tylko po niemiecku. Coś tam jeszcze ze szkoły pamiętam, więc rozszyfrowałam, że produkt jest przeznaczony do pielęgnacji ciała, jest to linia bez silikonu, olejów mineralnych, parabenów, sztucznych barwników ani
UWAGA: na wizażu jest zły skład! Stara wersja zawierała parabeny teraz INCI prezentuje się lepiej, o  tak:
Aqua, Capric Trigliceryde, Glyceryl Stearate, Glycerin, Nymphaea Alba Flower Extract, Carbomer, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Parfum, Limonene Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Coumarin, Geraniol.


Krótki skład, półprodukty są pochodzenia roślinnego (zaznaczyłam je w składzie na różowo) i faktycznie - zero odzwierzęcych substancji, więc i gliceryna zapewne roślinnego pochodzenia. Tutaj podejrzewam, że to z oleju palmowego, bo cena jest naprawdę niska - około 12 złotych. Jest też mroczna strona powyższego INCI - potencjalne alergeny limonen, lilial i linalol itd - wszystko podkreśliłam na czarno. To wszystko substancje zapachowe. Dostajemy 200 mililitrów gęstego, białego kremu, więc naprawdę tanio.
CD jest na rynku od dawien dawna, ja dowiedziałam się o jej istnieniu właśnie dopiero dzięki temu kremowi do ciała. Podobno jest dostępny w Hebe, ale nigdy go tam nie widziałam.
Po zdjęciu aluminiowego wieczka pierwsze co zrobiłam to powąchałam. I nie spodobało mi się. Delikatny zapach linii wodnej przykrywa jakby jakiś skarpetkowy smrodek. Jest on wyczuwalny na skórze tak samo długo jak ten kwiatowy zapach. Nie przypadł mi do gustu i smarowałam nim tylko nogi, bo nie wyobrażam sobie wdychać to przez kilka godzin. Brr:P


Zapach zapachem, ale jak działanie?


Krem jest przeznaczony do skóry suchej i normalnej. Zostawia przyjemną, suchą powłoczkę, która jest wyczuwalna przez wiele godzin. Naprawdę miłe uczucie, natomiast jako posiadaczka skóry tłustej/normalnej nie jestem pewna czy to na pewno wystarczający poziom nawilżenia dla kogoś, kto ma skórę suchą. Obawiam się, że sama gliceryna nie wystarczy. Mi jednak odpowiada i czuję się komfortowo.
Podsumowując - zachwycona nie jestem. Zapach popsuł mi wrażenie i raczej po tą linię już nigdy nie sięgnę. Opakowanie również nie zachęca, więc poleciłabym ten krem tylko komuś, komu naprawdę zależy na tanim, wegańskim kosmetyku. 


Ja pasuję i wybieram coś z nieco wyższej półki, bo oprócz fajnych właściwości wolę mieć też porządne opakowanie i ładny zapach. To właśnie takie miłe bodźce przekonują mnie do pielęgnacji ciała, którą często i tak zaniedbuję.

Jak uważacie - lepiej zainwestować trochę kasy, czy w zupełności wystarczyłby Wam taki kosmetyk? Zdarza Wam się kupować kosmetyki oczami?:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz