07:00:00

Nowa seria! Eko-niedziela #2: Krem Pose Organics Spa Herbal

Drugi na celowniku naszej eko-niedzieli znalazł się krem Pose. Wyższa półka kosmetyków ekologicznych, a więc i duże oczekiwania. Zobaczcie jak przebiegła moja droga z kosmetykami amerykańskiej marki.

Pierwsze wrażenie i skład


Moja skóra jest bardzo wymagająca. Najmniejszy błąd powoduje miesiące walki z trądzikiem, zaskórnikami i zaburzoną równowagą hydrolipidową. Przeglądając stronkę ekoskin.pl moją uwagę przyciągnął właśnie ziołowy kremik. Bo cóż lepiej się sprawdza na cerach trądzikowych niż zioła:)
Spa Herbal ma bardzo wszechstronne działanie: koi, odbudowuje kolagen, redukuje zmiany skórne, oczyszcza pory. Przyznam, że na początku coś tam pod nosem pomruczałam na te obietnice. Oj, coś za dużo dobrego^^

Pierwszy kontakt z kremem - mieszane uczucia. Pięknie zapakowana tuba z pompką airless, która... nie zadziałała:D Sporo się nasiłowałam, by po 10 minutach w końcu wydobyć krem. Teraz też czasem pompka szwankuje, ale wystarczy kilka kliknięć więcej i jest okej. Natomiast skoro wydobywa się z niej powietrze zamiast kremu, to wniosek jest oczywisty - nie jest airless ;)
Krem jest biały (brak jakichkolwiek barwników), właściwie nie ma zapachu, choć po rozsmarowaniu wyczuwam delikatną woń soku z aloesu, który jest bazowym składnikiem i jakichś innych roślin. A propos składników - z dumą przedstawiam INCI, które mogłoby zawstydzić niejedną firmę:

Aloe barbadensis (Aloe) Juice*,Lavendula angustifolia (Lavender) Distillate*, Anthemis nobilis (Roman Chamomile) Distillate*, Cocos nucifera (Coconut) Oil*, Emulsifying Wax NF, Palm Stearic Acid, Kosher Vegetable Glycerin, Simmondsia chinensis (Jojoba) Oil, Vitis vinifera (Grapeseed) Oil, Persea americana (Avocado) Oil, Prunus dulcis (Sweet Almond) Oil, Sodium hyaluronate, Hamamelis virginiana (Witch Hazel), Camellia sinensis (Green Tea) Extract*, Urtica dioica (Nettle Leaf) Extract*, Stellaria media (Chickweed) Extract*, Ulmus fulva (Slippery Elm) Extract*, Silybum marianum (Milk Thistle) Extract*, Althea officinalis (Marshmallow Root) Extract*, Avena sativa (Oatstraw) Extract*, Aphanizomenon flos-aqua (Blue Green Algae), Tocopherol (Vitamin E), Phenoxyethanol, Cannabis sativa (Hemp) Oil, Salix nigra (Black Willow Bark) Extract*, Mannan, Rosmarinus officinalis (Rosemary) Oleoresin, Azadirachta indica (Neem) Oil, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Coumarin, Geraniol, Linalool, d-limonene. 

* Składniki organiczne certyfikowane przez USDA 

80 % składników pochodzi z upraw ekologicznych 

>99 % składników pochodzenia naturalnego


Jak widać - gliceryna jest pochodzenia roślinnego, ekstrakty są certyfikowane przez Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych. To sprawia, że kosmetyk zasłużył na miano wegańskiego i taka informację znajdziemy na opakowaniu. Jako że to firma amerykańska - zaznaczono również króliczka, który zapewnia, że produkt nie jest testowany na zwierzętach (w UE to oczywiście i tak zabronione prawem, ale nie zagłębiajmy się w ten temat, bo to grubsza sprawa:P).

Czy Pose daje radę?


Działanie oceniam wzorowo. Mimo, że krem jest przeznaczony do wszystkich rodzajów cer (a wiemy, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego), to jest lekki i w pełni kompatybilny z cerami tłustymi. Nakładam go zarówno na noc jak i na dzień. Sprawdza się dobrze pod makijaż, nie zmniejsza jego trwałości, ale używam tylko sprawdzonych, bardzo trwałych podkładów. Nie eksperymentowałam z innymi. Po nocnej regeneracji spa-kremikiem twarz jest promienna, nietłusta. Oczywiście jakiegoś większego wpływu na moje zmiany trądzikowe nie zauważyłam, ale przyznam, że modliłam się tylko, by ich nie zaostrzał:D No i nie zaostrza. Fajnie balansuje sebum wydzielane przez skórę i nie przeszkadza mi, a wręcz dopełnia codzienną pielęgnację przeciwtrądzikową.
Bardzo dobrze sprawdza się jako krem po zabiegach z kwasami, bo nie zawiera retinolu ani światłouczulających składników.
Testowanie przerywam po 4 tygodniach, bo wspomniane problemy z nieszczelnym opakowaniem airless napawają mnie obawą co do świeżości kosmetyku. Czytałam co najmniej kilkanaśce recenzji i wszyscy określają ten zapach jako przyjemny i ziołowy. Ja coraz bardziej mam wrażenie, że się zepsuł i brzydko pachnie na skórze.

Cena jest dosyć niska jak na produkt z takim fajnym składem, certyfikowanymi źródłami upraw i ładnym design. 99.77 zł za 50 mililitrów dobrego kremu to naprawdę okazja. Ani skóra ani oko nie będzie zawiedzione.


Nie jestem maniaczką eko produktów, nie jestem weganką, więc takie kosmetyki traktuję jako fajną ciekawostkę. Często bagatelizowałam tą dziedzinę i wręcz współczułam koleżankom, które muszą rezygnować ze świetnych kremów z powodu ideologii. Jeśli i Ty stawiasz na eko składy, to droga wolna - klikaj na ekoskin.pl. Kremy są naprawdę dobre, a skład kosmetyków Pose broni się sam. 



Jak u Was ze składami? Zwracacie na to uwagę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz