15:03:00

15 HAIR PROJECT - DZISIEJSZA RUTYNA, NA KAŻDĄ KIESZIEŃ :)

Postanowiłam podzielić się dziś z Wami kolejnym punktem projektu Ani:) Jest to opis kolejnych czynności, które dziś działy się na mojej głowie. Z niewielkiego arsenału włosowego (który rozrasta się w szybkim tempie przez moje buszowanie po blogach Włosomaniaczek:P) wybrałam najtańsze,
 łatwo dostępne produkty, które mimo pochodzenia z niskiej półki sprawdzają się u mnie naprawdę dobrze:)

 
 Myję skalp szamponem Natei Naturals Świeżość i witalność do włosów normalnych i przetłuszczających siędostępny jest w Biedronce za jakieś 4 złote. Doskonale oczyszcza, ale też plącze włosy. Z reguły nie myję włosów na długości, wiec mi to nie przeszkadza - gdy chcę je oczyścić na całej powierzchni, to sięgam po łagodniejszy szampon z Yves Rocher:) Raczej rzadko miewam problemy z łupieżem z powodu szamponów (Z reguły Ziaja:<), więc nie wiem, czy Natei przyczynia się do tego problemu - u mnie na szczęście nie:)



  

Mycie włosów na długości pozostawiam odżywce. Mrs. Potters Balsam odbudowa i nawilżenie aloes i jedwab świetnie się spisuje. Włosy są mięciutkie i pięknie pachną. Jeśli olejuję włosy, to na tej odżywce kończę pielęgnację zabezpieczając potem tylko końcówki.  To kolejny megawydajny, półlitrowy baniak w mojej kolekcji - w moim hipermarkecie kosztuje około 6-7 złotych. Na pewno wypróbuję też inne balsamy pani Potter.



















 Dziś jednak zamiast oleju użyłam maski - Gloria maska do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych. Można ją kupić w Auchan za piątaka:) Jest niesamowita, kocham jej chemiczno-ciężkawy zapach i niesamowite nawilżenie <3 Działa fantastycznie na końcówki, łuski są domknięte i nie widać białych kuleczek. Nie nadaje się natomiast do nakładania na skalp - w szególności, jeśli jesteśmy posiadaczkami cienkich, prostych włosów lub takich, które się przetłuszczają. Włosy są wówczas oklapnięte i dużo szybciej się przetłuszczają. Wciąż szukam jakiejś maski, którą możnaby bez konsekwencji nałożyć na skalp. Mimo wszystko - włosy po tej masce są odpowiednio dociążone i pachnące. Jednak w uzyskaniu tego efektu pomaga mi też krok opisany poniżej.

 
Nakładam na zamaskowane włosy foliową reklamówkę tworząc czepek, wdmuchuję do środka nieco gorącego powietrza z suszarki i zawijam turban z ręcznika, by utrzymać ciepło rozszerzające łuski włosa. Taką saunę trzymam około 20 minut. Na pewno wystarczyłoby 10 minut, ale z lenistwa siedzę tak długo:P  Ręcznik i reklamówka gości chyba w każdym domu, więc domowa łaźnia dla włosów jest sposobem zupełnie darmowym.

 Spłukuję maskę najpierw ciepłą, a potem chłodną wodą. Odsączam nadmiar wody ręcznikiem (zwykłym:<) i zabieram się do aplikacji wcierki. To ostatnio mój ulubiony krok - bardzo ważne jest dla mnie utrzymanie cebulek w jak najlepszym stanie, by nic nie wypadało i rosło jak najszybciej. Po niefortunnej przygodzie z wodą brzozową, która zabrała mi mnóstwo włosów sięgnęłam po Receptury Babuszki Agafii: Tonik do włosów przeciw wypadaniu. Byłam sceptycznie nastawiona, bo przegrzebując internet nie natrafiłam na gromkie brawa i pochwały. Jednak w moim przypadku, gdy wypadanie włosów było sztucznie wywołane bublowatym produktem spisuje się fantastycznie. Wcieram ją tylko po myciu, 2 razy w tygodniu i wypadanie wróciło do normy:) Zapewne dobrze wiecie, że ta wcierka nie jest dostępna stacjonarnie, a przynajmniej zdobycie jej w ten sposób graniczy z cudem. Dlatego można ciąć koszta i wybrać zwykłą kozieradkę - też ziołowa i chyba nawet skuteczniejsza:)

 Biosilk, profesjonalna jedwabna regeneracja, to serum na końcówki, po które staram się sięgać jak najrzadziej. Efekt jest co prawda błyskawiczny i bardzo zadowalający, ale nie mogę rozgryźć, czy to jego używanie tak bardzo przeproteinowuje mi końcówki, czy może po prostu po dokładnym zmyciu silikonów dopiero widzę zły stan moich włosów. Obawiam się jednak, że to pierwsze:( Używając go co 2, 3 mycia jest okej. Cena waha się od 3 do 7 złotych, produkt jest wręcz niezużywalny:P Jednak nie będę Was na Biosilk gorąco namawiać - są dużo lepsze metody na zabezpieczenie końcówek.










To już wszystko, co dziś zaserwowałam swoim kłakom. Z góry przepraszam za układ notki - pracuję dziś na Puppy Linux i wygląd mojego bloga jest zmieniony. Mam nadzieję, że jednak coś rozczytacie:)
Zapraszam na kolejną notkę o metodzie na naturalne morskie fale no heat.

11 komentarzy:

  1. miałam ten szampon z Natei, był naprawdę okej, ładnie pachniał, u mnie także do łupieżu się nie przyczyniał:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biosilk ma w składzie alkohol :P to zło :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się dziwię, że mój turban jest zimny! Oświeciłaś mnie- trzeba do foliówki wdmuchać ciepłe powietrze z suszarki!! :)
    Dziękuję za oświecenie.

    A na maskę z glorii się czaję, niedługo ją dopadnę. Z kolei szampony naturei bardzo lubi moja mama :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny sposób z tym wdmuchiwaniem powietrza... ;) Ja jedwabiu nie używam, bo strasznie skleja i przetłuszcza mi włosy ( oczywiście nakładałam go kiedyś na same końcówki.. )
    Pozdrawiam i czekam na następną notkę ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. też mam ten jedwab, ale chyba CHI lepiej mi pasował:)

    OdpowiedzUsuń
  6. też mam ten jedwab, ale chyba CHI lepiej mi pasował:)

    OdpowiedzUsuń
  7. ❀ ✿❀ ✿❀ ✿❀ ✿❀ ✿❀ ✿❀ ✿

    Bardzo fajny blog

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej!
    Wygralas w konkursie u mnie na blogu.
    Czekam na twoje dane do wysylki:
    Szczególy tutaj:

    http://opiniuj-kosmetyki.blogspot.com/2013/09/wellrealkrem-do-rak-oliwkowymleczko.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja zrezygnowałam z jedwabiu, dopiero po ok. pół roku zauważyłam, że robi z moich włosów straszne siano ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja stosuję jedwab :) Obserwuję i czy też mogę liczyć na to samo? www.gosaitestuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. dzięki za super życzenia i komentarz.Pozdrawiam :)
    Ps.Jakoś się trzymam :D

    OdpowiedzUsuń