21:20:00

PIELĘGNACJA XXL - CZY WARTO KUPOWAĆ BARDZO DUŻE, LITROWE KOSMETYKI DO WŁOSÓW?

PIELĘGNACJA XXL - CZY WARTO KUPOWAĆ BARDZO DUŻE, LITROWE KOSMETYKI DO WŁOSÓW?
No właśnie. Warto? Często kuszą mnie tanie, duże maski, których mogłabym używać całe wieki. Wciąż rozważam jednak na ile jest to ekonomiczne? I czy to faktycznie powinien być główny aspekt naszych zakupów kosmetycznych. Postanowiłam zebrać wszystkie plusy i minusy dużych opakowań kosmetyków do włosów. Wzięłam na celownik zarówno szampony jak i maski/odżywki. Inne produkty nie występują w rozmiarach XXL, co też dało mi do myślenia.
A zdjęcia do posta zrobiłam według zerżniętego od Michasi sposobu:x KLIK




 TAK! WARTO!
  • Z ekonomicznego punktu widzenia: litrowa maska keratynowa Kallos kosztuje 12 złotych, a ta sama o pojemności 275 ml symboliczne 6 złotych. Za 12 gorszy dostaniesz 10 mililitrów dużej maski lub tylko 5,4 małej maski. Bez dwóch zdań - jest taniej.
  • Maska nie przypasowała, masz jej dość, włosy przestały ją lubić. Nic prostszego - możesz się przecież wymienić z koleżanką/inną blogerką. Każda z Was ma odlewki zupełnie innych kosmetyków, które mają szansę okazać się czymś świetnym bez ponoszenia kolejnych kosztów.
  • Wielki słój skłania do eksperymentów. Dodaj spiruliny, skrobi, wykorzystaj parę łyżek do laminowania, spróbuj umyć włosy odżywką. Sprawdzonej, małej maski może być po prostu szkoda na eksperyment
  • Jakie jeszcze kosmetyki możemy znaleźć w formacie XXL? Sole i płyny do kąpieli, zmywacz do paznokci, mydła. Wygląda na to, że w dużym formacie znajdziemy produkty, których używamy bardzo często lub w dużych ilościach na raz. Dobrze jest mieć duży, tani szampon, bo nigdy nie nadejdzie dzień, kiedy przestaniesz go potrzebować:P





NIE! NIE WARTO!
  • To, że niefajną maskę zużyłaś do golenia nóg, a beznadziejnym szamponem umyłaś pędzle nie oznacza, że pieniądze nie poszły w błoto! To tylko sposób na pozbycie się bubla z półki w łazience! Nigdy nie usprawiedliwiaj w ten sposób nietrafionych kosmetyków, bo zdecydowanie lepiej dobrze przemyśleć zakupy i ewentualnie myć pędzle szamponem o mniejszej pojemności.
  • Ok, maska to niewypał. Miała 250 mililitrów, szybko pozbyłaś się jej resztek. Dzięki temu szybciej możesz znaleźć nowy kosmetyk. Co za tym idzie - zyskujesz czas, który możesz spożytkować na odkrywanie kosmetyków, które Twoje włosy naprawdę lubią. To dopiero oszczędność - po jakimś czasie będziesz już doskonale wiedziała czego potrzebujesz i na co pieniędzy nie wydawać. Zasada czas to pieniądz i w tej kwestii okazuje się być nieomylna.
  • Nie wiem jak u Was stoi sprawa, ale moje włosy są bardzo kapryśne. Po dłuższym stosowaniu niektóre składniki aktywne po prostu przestają robić na nich wrażenie i muszę często zmieniać maski, odżywki i kolejność ich stosowania. Duża maska to dla mnie duży problem - monotematyczna pielęgnacja może nie być wystarczająca. Jedyne co możesz wtedy zrobić, to kupić kolejny kosmetyk i uszczuplić zasoby portfela. W salonie fryzjerskim litr odżywki zużyje co najmniej kilka kobiet w między czasie zużywając w domu swoje kosmetyki. Nie ma mowy o monotonii, natomiast w domu używanie tak często tego samego kosmetyku może nie przynieść dobrych efektów.
  • A jak jest ze składem? Czy w dużych opakowaniach znajdziemy równie wartościowe substancje odżywcze, co w tych mniejszych? Faktycznie - zawsze możemy znaleźć mały odpowiednik litrowej maski, ale nie działa to w drugą stronę. Oczywiście, producenci profesjonalnych kosmetyków z reguły posiadają wersje XXL do salonów, gdyż tam nie ma znaczenia czy maska jest poręczna - ważne, by wyszło taniej. Jako nabywca detaliczny mamy przywilej wyboru - możemy sięgnąć po duże opakowanie lub standardowe, bo tak czy siak służyć ma tylko jednej osobie. Warto zauważyć, że kosmetyki eko, te z krótszą datą ważności i pieczołowicie dobranym składem.


 Cztery za, cztery przeciw. Wydaje mi się, że najlepszą inwestycją będzie szampon XXL. Maski czy odżywki w takim rozmiarze na pewno więcej nie kupię (jak widać posiadam Serical Natural Line Honey & Almond), bo sprawdziły się u mnie wszystkie punkty na nie.
Jakie jest Wasze nastawienie do kosmetyków w takich dużych opakowaniach? Co byście wybrały?

21:01:00

GAL - KOSMETYKI W KAPSUŁKACH RECENZJE

GAL - KOSMETYKI W KAPSUŁKACH RECENZJE
Nawet nie sądziłam, że o osiemnastej robi się już tak ciemno! Wspomagana lampką stołową zdołałam cyknąć 'jakieś' zdjęcia i wiecie co? Chyba służy mi zimowa pora. Jeżeli wiem, że dziennego światła już nie uraczę, to zdecydowanie więcej czasu poświęcam na robienie zdjęć. Kto wie, może kiedyś ten blog będzie nawet dosyć estetyczny^^
A póki co... przedstawiam Wam kosmetyki i suplement od GAL - dwa z nich to prezent od firmy, a jeden od dawna gości w moich kosmetycznych zbiorach.


Gal posiada w swojej ofercie zarówno leki, suplementy, kosmetyki a nawet miody! Co zapewne rzuciło Wam się w oczy - produkty najczęściej występują w formie kapsułek o różnych kształtach i zawartości. Tutaj morzecie je sobie obejrzeć i poczytać o składach i właściwościach KLIK.

No to zacznijmy od lewej:) Czerwone, żelowe kuleczki to Olejek do kąpieli z witaminami A i E i olejem wiesiołkowym. Producent poleca go dla osób ze skórą wrażliwą, gdyż mam ieć właściwości kojące i regenerujące. Kosztuje 6zł za 12 kapsułek i ma wystarczyć na 4-12 kąpieli (należy użyć 1-3 kapsułki jednorazowo).
Skład: Parafina, emolient, emolient, emulgator, żelatyna, olejek z wiesiołka, gliceryna, zapach, zapach, witamina A, ester kwasu octowego i witaminy E, barwnik chemiczny.


Produkt oceniam jako bardzo niewydajny, o słabym działaniu i, mimo dodatkowi dwóch zapachów w składzie, mizernej woni. Wanna jest bardzo brudna po jego użyciu, gdyż parafina osiada na jej ściankach. Nie kupiłabym sobie nigdy takiego preparatu, gdyż zajmuje mnóstwo miejsca jak na 3 użycia. Być może wygląd ma nadać aptecznej profesjonalności temu kosmetykowi, jednak skład mówi sam za siebie. Ani się nie zregenerowałam ani nawet nie zrelaksowałam.


Im dalej w las tym więcej grzybów. Przedstawiam Wam drożdże selenowe z dodatkiem pyłku kwiatowego. 48 kapsułek można dorwać już za 6-8 złotych.
Należy przyjmować je 3 razy dziennie po 2 kapsułki. Po tym suplemencie ma nam się poprawić wygląd włosów i paznokci, wzmocni się witalność a zmęczenie obniży.

W 6 kapsułkach (dzienna dawka) znajdziemy 1500 mg płyłku kwiatowego, 1500 mg drożdży z gatunku Saccharomyces cerevisiae, które zawierają w sobie 1,5 µg selenu. Zjadając sześć kapsułek drożdży dostarczymy sobie 2,7% dziennej porcji selenu! Zatem nie zdziwi Was, jeśli polecę po prostu zjeść trochę brązowego ryżu,pestek z dyni, zapić szklanką mleka i zagryźć rybą lub chudym mięskiem i zaoszczędzić te 6 złotych na coś pożyteczniejszego.


Na pewno spożytkuję ten suplement, ale 48 kapsułek na pewno nie wystarczy mi, by stwierdzić, czy to w ogóle działa i łykanie suplementu ma sens. Drożdże nigdy nie wpływały na mnie ani korzystnie, ani jakoś specjalnie negatywnie.

No, skoro już zaoszczędziłyście 6 złotych na kupnie zbędnego suplementu, to pokażę Wam coś na co warto je wydać. No... i dołożyć jeszcze 4 złote, bo mój ulubieniec kosztuje około 10 złotych:P


Kapsułki Dermogal A+E o których było głośno już daaawno temu w blogosferze. Polecałam je w poście z ulubieńcami kwietnia (KLIK), stąd też pochodzi poniższe zdjęcie. Dawno już wyrzuciłam te kartonowe opakowanie, a chciałam Wam pokazać jak wygląda. Dlatego wybaczcie tonik obok - przynajmniej widać jaki ma rozmiar te opakowanie:P


Przechodząc do meritum, kapsułki są super. Bardzo pomogły mi w regeneracji twarzy, gdy zmagałam się z ogromnym trądzikiem. Stosuję je zarówno pod makijaż jak i na noc. ich działanie przypomina mi bardzo olej jojoba. Sebum nie wydziela się w kosmicznych ilościach, bo cera już ma zapewnioną barierę dzięki olejkowi.
Skład: Oenothera Biennis Oil, Gelatin, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate.
Wystarczy ukręcić ogonek i rozsmarować na twarzy, szyi i dekolcie. Taka ilość wystarczy, by wsmarować kosmetyk także w skórki paznokci. Wydajność jest po prostu szalona, a dostajemy aż dwa listki w opakowaniu!


Znacie GAL? Może macie swoich ulubieńców z tej marki? Ciekawa jestem innych 'rybek' do pielęgnacji cery!

21:18:00

AKCJA 100 DNI PIELEGNACJI CIALA - LISTA UCZESTNICZEK, MOJE PLANY

AKCJA 100 DNI PIELEGNACJI CIALA - LISTA UCZESTNICZEK, MOJE PLANY
Hej, dopiero zorientowałam się, że pierwszy dzień naszej akcji przypada na pierwszy dzień kalendarzowej jesieni:) 23 września będzie już nie tylko pierwszym dniem chandry spowodowanej wszechobecnymi kaloszami i brakiem światła słonecznego, ale też celem do osiągnięcia pięknego ciała.



Poniżej lista dziewczyn, które zgłosiły się do akcji. Bardzo Wam dziękuję:* Mam nadzieję, że dla Was będzie to takie samo wsparcie jak dla mnie:)
  • Kama
  • Włosowelove 
  • Daisy 
  • Amelia
  • Katarzyna Marika
  • Michasia
  • Paula
  • Marlena
  • Żaneta
  • Ty też możesz
  • Maleńka
  • Natalia
  • Angelika
  • Emilka
  • Jaskółka
  • Kana

Zamieszczam ponownie kalendarzyk akcji. Sto kratek, które należy systematycznie zakreślać jeśli udało się danego dnia zadbać o ciało:)


Moim celem jest też zredukowanie ogromnych zapasów preparatów pielęgnacyjnych. Oto co planuję zdenkować w czasie akcji:


Uff, jak zebrałam to wszystko w jednym miejscu to jestem po prostu przerażona:D Część z nich jest już do połowy zużytych, dwa peelingi już sięgają dna, ale nie wiem czy się wyrobię:P 16 opakowań najróżniejszych specyfików to naprawdę sporo.
Tak więc za cel stawiam sobie:
  • przez 100 dni nie dać ciała i smarować:D
  • zdenkować jak najwięcej produktów ze zdjęcia
  • przetestować różne metody pielęgnacji ciała, których wcześniej nie stosowałam

Trzymajcie kciuki:P 


Edit: Cieszę się, że mimo iż akcja zaczęła się już we wtorek, to wciąż nowe osoby chcą dołączyć! Jeżeli spóźniłaś się to daj znać pod tym postem, a dopiszę Cię do listy!:) Zawsze możesz nadrobić stracone dni robiąc coś dla ciała 2x w ciągu doby! :)

21:38:00

NIEDZIELA DLA WłOSÓW - JAK JEDEN PRODUKT MOŻE ZEPSUĆ CAŁĄ PIELĘGNACJĘ

NIEDZIELA DLA WłOSÓW - JAK JEDEN PRODUKT MOŻE ZEPSUĆ CAŁĄ PIELĘGNACJĘ
Ufff. Kocham moją pracę, ale 60 godzin w tygodniu to troszkę za dużo:D Nie wyrabiałam się czasami żeby w ogóle włączyć komputer. Stąd moja nieobecność. Dziś mam pierwszy luźny dzień i chcę troszkę odetchnąć świeżym powietrzem. A że włosy są w stanie krytycznym pomyślałam, że może będziecie mi dziś towarzyszyły w reanimacji?:)

Założyłam sobie, że oblepię je dziś do granic możliwości. Kiedyś moje włosy bardzo lubiły grubą warstewkę ochronną i trudno było je obciążyć.

Zaczęłam więc od 30 min z olejem awokado od Paese. Pośpieszne nałożyłam go na suche włosy i trzymałam dosyć krótko, bo zamierzałam dodać go potem do jakiejś odżywki.

Szamponem umyłam tylko skórę głowy, włosy poniżej musiały się zadowolić jedynie spływającą pianą. Wybrałam Valona 2w1 z czarnuszką


No i co dalej? Otóż postanowiłam poeksperymentować z nową odżywką. W Biedronce za jakieś pięć złotych kupiłam ostatnio Argan Professional odżywkę do włosów suchych. Ma szitowy skład, ale olej arganowy nawet dosyć wysoko. Co się okazało smród jest nieziemski. Jakby ktoś wahał się czy ma pachnieć kremowym ciasteczkiem czy Old Spajsem i dodał oba komponenty na raz. Brrrr. Do sporej ilości odżywki dodałam kilka pompek olejku awokado, którego używałam już wcześniej. Niestety, wytrzymałam z tym na głowie niecałą godzinę, bo rozbolała mnie głowa od tego intensywnego zapachu.

Jak szaleć to szaleć. Włosy zmyłam ciepłą wodą i lekko odciśnięte potraktowałam odżywką bez spłukiwania Mrs. Potters aloes i jedwab. Balsam bardzo lubiłam, odżywka jest zupełnie inna. Odnoszę wrażenie, że po takich produktach włosy robią mi się matowe, zdecydowanie wolę silikonowe sera.


Na Schnące już włosy dołożyłam jeszcze Dove hair therapy odżywka w sprayu bez spłukiwania. Nie przepadam za nią. Włosy wciąż są trudne do rozczesania mimo, że producent zapewnia iż nie będzie z tym problemu. Stosowana codziennie bardzo wysuszała mi włosy, były dziwnie sztywne. Co za dużo silikonów to niezdrowo. Dziś jednak bardzo mi pasuje, a jej piękny zapach uporał się ze smrodkiem po Argan Professional.


Co dwa dni stosuję też serum Apteczka Agafii aktywne serum ziołowe na porost włosów. Po miesiącu stwierdzam, że na wypadanie nie ma żadnego wpływu, a co do porostu okaże się pod koniec miesiąca:)







No i ostatni krok. Nie mam czasu na naturalne suszenie, więc po prostu użyłam suszarki. Przedtem spryskałam mokre włosy termoochronnym sprejem Biosilk thermal shield.


I co się stało? Jakiś dramat. Trzy psiknięcia sprejem termoochronnym sprawiły że na włosach miałam jeden wielki kłak. Im więcej wody odparowywało podczas suszenia, tym bardziej klejące i plątliwe stawały się włosy. Dotykając ich na dłoniach pozostawał osad z kosmetyku. Włosy jakby go nie absorbowały.



Rozczesywanie czternastu kłaków zajęło mi pół godziny. Dzięki Biosilk, w ramach podziękowań wyślę Wam kopertę z kudłem, który wyszedł mi z głowy podczas czesania. Razem z grzebieniem, bo nie mogę ich teraz wyciągnąć:D Szok, nie pamiętam kiedy wyrwałam sobie tyle włosów z głowy...

Już podczas czesania nałożyłam na włosy Marion olejki orientalne migdały i dzika róża. Pachnie zabójczo, pomógł mi rozczesać kołtuny i nadał połysku zmaltretowanym włosom. Świetny produkt.


Ostatecznie osiągnęłam coś takiego:


Włosy mimo ponownego dosuszenia suszarką wciąż były jakby wilgotne, ciężkie i każdy ruch głową powodował zbija się strąków. Są wygniecione, matowe i tak porowate jak na początku moich włosomaniaczych perypetii. Z godziny na godzinę jest coraz lepiej, ale jestem wkurzona, że nie udało mi się zwieńczyć sukcesem dzisiejszej Niedzieli Dla Włosów.


Jak widać, jeden produkt może zniweczyć całą pielęgnację. Zdarzyło się Wam to kiedyś? Co robicie, by przywrócić włosom życie po użyciu jakiegoś bubla?


Ps. Już tylko do wtorku można zapisywać się do akcji! 23 września zamykam listę i ruszamy w bój o piękną skórę i ciało:)


http://bognyprogram.blogspot.com/2014/08/akcja-100-dni-pielegnacji-ciaa-wez.html

12:42:00

JESIENNA WISHLISTA - KSIAZKI, MODA, URODA

JESIENNA WISHLISTA - KSIAZKI, MODA, URODA



1. Lubię ciuchy uniwersalne. Takie, które można włożyć na spacer, wmiksować w stylizację do pracy, a potem na rower. Do takich ubrań należą dresy z wąską nogawką i leciutko opuszczonym krokiem.  Wędrowałam po sieciówkach i ceny są zatrważające jak na cienkość materiału, więc postanowiłam wybrać coś na allegro. O dziwo wpadły mi w oko tylko jedne, a sklep daje możliwość odbioru osobistego... w Białymstoku! To znak,że muszę je kupić i wciągnąć na tyłek! Szary melanż to chyba najlepszy kolor, co?:) Doskonałe do szpilek jak i do kiksów.

2. A propos kiksów. Wiecie, że nigdy nie miałam ani jednej pary sportowego obuwia w kolorze czarnym? Pora to zmienić! A że od dawna chodzą mi po głowie New Balance'y...

3. Pamiętacie buty z posta o sierpniowych ulubieńcach? Wciąż je uwielbiam i potrzebuję więcej zgranych kolorystycznie skarpetek. Reserved ma w ofercie taki uroczy komplecik.

4. Z tego samego sklepu pochodzą te obrzydliwie urocze misio-skarpety. Nie znoszę chodzić w kapciach po domu,  więc kolejna para takich przytulasków bardzo mi się przyda.

5. Potrzebuję przejściowego płaszcza. Sesja Georgii Jagger dla Reserved bardzo mnie zainspirowała. Znalazłam nawet dokładnie ten płaszcz moim sklepie, ale jest chyba już zbyt grunge'owy jak na mój gust. Ma tylko jeden guzik i kiepsko na mnie leżał. Mimo to, będę szukała takiego w kratę w jakichś innych sklepach.

6. Czytałam różne opinie o tym zestawie cieni i róży od NYX, ale jestem oczarowana tą kolorystyką. Bardzo mi pasuje takie zestawienie w ładnym, poręcznym opakowaniu. Podobno nie są warte aż 115 złotych, więc wciąż zastanawiam się czy nie lepiej zainwestować w paletę magnetyczną i jakieś Ingloty. Jednak chyba jestem zbyt leniwa, by coś samemu komponować i wybiorę takiego gotowca.

7. Najwspanialszy podkład ever. Testowałam dziesiątki w międzyczasie i znów mam ochotę wrócić do Loreal True Match.

8. Beauty Blender od Vipery. Podobno wypija dużo mniej podkładu niż inne tego typu gadżety, a kosztuje tylko kilkanaście złotych. Do tej pory używałam zwykłych gąbeczek i podkłady faktycznie znikają dużo szybciej niż powinny. Taki blender to świetna alternatywa.

9. O "Żonach astronautów" słyszałam już wieki temu. Ostatnimi czasy prasa kobieca trąbiła o tej książce w nieskończoność. Nawet cała masa spojlerów nie zniechęciła mnie do przeczytania całości. Uwielbiam taką tematykę o burzeniu mitu american dream.

21:38:00

RECENZJA PĘDZLI HAKURO ZESTAW H13 H50s H77 H79 H85 - PO ROKU UŻYTKOWANIA

RECENZJA PĘDZLI HAKURO ZESTAW H13 H50s H77 H79 H85 - PO ROKU UŻYTKOWANIA
Przez dłuuugi czas myślałam nad ich zakupem. Potrzebne mi było kilka pędzli do makijażu oka, ale chciałam też wypróbować kabuki. Nie interesowały mnie zestawy z grzebykami, szczoteczkami, pacynkami i czterema skośnymi pędzelkami do eyelinera. Zestaw z pędzlami H13 H50s H77 H79 H85 wydawał się być idealny.
Wybrałam popularny, sprawdzony sklep (mintishop), czekałam wytrwale aż będą znów dostępne (nie wiem po co bo cena detaliczna tych pędzli jest niemal taka sama - wyszło by mi o ledwie 2 zł więcej) i zamówiłam!



H13
Włosie: koza, farbowane czarne
Długość/średnica włosia: 3,5cm/1,7cm
Przeznaczenie: rozprowadzanie pudrowych kosmetyków (brązery, róże, rozświetlacze)
Moja opinia: Najgorszy z całej piątki, którą kupiłam. Włosie wypada, łamie się, przykleja do twarzy podczas aplikacji kosmetyków i wyłazi notorycznie przy myciu. Farba schodzi przy każdym czyszczeniu, niezależnie czy tylko spryskuję antybakteryjnym sprejem, myję mydłem czy odżywką. W zlewie zawsze pojawiają się szare, brudne zacieki. Z racji ostrzejszego ścięcia w kształt 'jajka' nie jest nim łatwo operować od pierwszego użycia. Te 'ostre cięcie' ma też wady: jeżeli nie stosujesz siateczek albo nie owijasz pędzli papierowym ręcznikiem po myciu, to wygląda jak nastroszona, spuszona kulka. Stosuję go właściwie tylko do rozświetlacza, bo nim najtrudniej narobić plam. Z ciemniejszymi kosmetykami należy uważać. Zapewnia za to rysowanie precyzyjnych linii, gdyż wąska średnica i równe podcięcie włosków zapewnia nam możliwość kreowania dowolnych kształtów. Za 25 złotych można kupić dużo lepszej jakości pędzel.





H50s
Włosie: syntetyczne, farbowany ala prawdziwe futro
Długość/średnica włosia: 2,2cm/2cm
Przeznaczenie: kosmetyki płynne, kremowe i mineralne
Moja opinia: Bardzo polubiłam się z tym pędzlem. Ciężkawa, dobrze wyważona rączka i krótkie, zbite włosie to dobre połączenie. Bardzo łatwo rozprowadzić podkład, dołożyć go tu i ówdzie, by zyskać lepsze krycie. Niestety, domywanie go doprowadza mnie do szału. Chociaż nigdy nie zgubił ani jednego włoska, jest wciąż mięciutki i ani odrobinę się nie odkształcił, to bardzo trudno domyć go w środku. Potrzeba hektolitrów wody i mydła, żeby pozbyć się fluidu z najniższych partii włosia, tuż przy skuwce. To głównie dlatego używam go rzadziej niż gąbeczek. Poza tym, godny polecenia.







H77
Włosie: koza, farbowane czarne
Długość/średnica włosia: 1,8cm/0,7cm
Przeznaczenie: nakładanie i rozcieranie cieni do powiek
Moja opinia: Miły, miękki pędzelek bardzo łatwy w obsłudze. Wąskie i dosyć długie włosie idealnie dopasowuje się do załamania powieki i kilkoma ruchami można pięknie ją wycieniować. Rewelacyjnie rozciera cienie. Od czasu do czasu gubi jakiś włosek. Mycie go nie przysparza żadnych problemów, nie widać czarnej farbki jak w przypadku koziego włosia H13. Po całkowitym wyschnięciu wraca sam do poprzedniego kształtu. 




H79
Włosie: koza, tlenione
Długość/średnica włosia:  1,5cm/1,1cm
Przeznaczenie: nakładanie i rozcieranie cieni do powiek
Moja opinia: Mam co do niego mieszane uczucia. Na początku bardzo mnie kłuło to włosie. Jest dziwne, nieelastyczne, szorstkie. Mimo, że to także koza (jak czarne pędzelki do różu i cienia), to te futerko zupełnie nie błyszczy. Już po pierwszym myciu zaczęły się schody - włosie napuszyło się, pędzel radykalnie zmienił kształt. Czytałam kilka recenzji - dziewczyny często skarżą się na ten efekt miotły. Przez te puszenie włosia cała idea płaskiego pędzelka do blendowania traci sens - jest prawie tak okrągły jak H77. Nie ma szału, ale zawsze do czegoś tam się przyda.





H85
Włosie: syntetyczne, brązowe
Długość/średnica włosia: 0,5cm/0,7cm
Przeznaczenie: korekta brwi, malowanie kresek
Moja opinia: Do brwi - ideał. Do eyelinera? Nie bardzo. Da się zrobić ładną, subtelną kreskę cieniem, ale jest zbyt miękki i ma zbyt rzadkie włosie, by rysować nią precyzyjne kocie oko. Na zdjęciu powyżej widać jak dramatycznie odstają poszczególne włoski. Jakim cudem to ma zrobić precyzyjną linię?! Myślę, że łatwo byłoby znaleźć jego lepszy odpowiednik, może nawet w niższej cenie.


Być może kupię jeszcze jakieś pędzle Hakuro, pod warunkiem, że nie będzie to czarne, farbujące włosie:P Nie podzielam szalonego entuzjazmu większej części blogosfery i zamiast warto kupić napiszę warto celować w półkę wyżej, jeżeli chcecie naprawdę dobrej jakości lub jeżeli wam na profesjonalnych pędzlach nie zależy - można spokojnie wydać dużo mniej na LancrOne, EcoToolsy i tego typu popularne zestawy.


Co sądzicie o pędzlach Hakuro?

16:00:00

PODSUMOWANIE SIERPNIA - HITY I KITY KOMSETYCZNE, WŁOSY, INTERNET

PODSUMOWANIE SIERPNIA - HITY I KITY KOMSETYCZNE, WŁOSY, INTERNET
Sierpień zaczął się upalnie, a potem uraczył nas jakimś dziwnym, jesienny fochem. Dopiero wrześniowy weekend przyniósł mi trochę słońca i energii do napisania tego podsumowania.


KOSMETYKI

Zacznę może od bubli, które chętnie wyrzuciłabym do jakiejś jesiennej kałuży. Baaardzo zawiodłam się na Yves Rocher. Połowa mojego ostatniego zamówienia okazała się być wtopą. Żel chłodzący do zmęczonych stóp rozgrzewa! Peeling ma co najmniej o połowę za mało drobinek! No i maseczka odświeżająca, która chłodziła tylko przez pierwszą minutę, a potem musiałam sobie wachlować twarz. Każdy ma inną wadę, ale efekt jeden - zero jakiegokolwiek działania. Myślałam, że cena jest niska z powodu bardzo małej pojemności (50 ml), jednak po prostu są to kiepskiej jakości kosmetyki. Także ten... żeby nie było, że nie ostrzegałam!:)



MUA - swego czasu najpopularniejsza kolorówka w sieci również nieco mnie rozczarowała. O ile jakość kosmetyków jest naprawdę fajna, to zobaczcie co się dzieje z paletką po 3 tygodniach noszenia w torebce (w bezpiecznej kosmetyczce):

Odpadła górna klapka, a dolna połamała się na pół! Napisy  na opakowaniu można zetrzeć palcem. Szkoda, bo krycie jest fajne i lubiłam nim robić małe poprawki w trakcie dnia. Niestety tak samo nietrwała jest paletka cieni MUA i nigdy nie zabieram jej ze sobą z domu. Nie kupię już nic tej marki, choćby nie wiem jak popularna była w blogosferze.

Do ulubieńców trafiają:

Maybelline Color Tattoo  w kolorze Permanent Taupe. Doskonały do brwi i podkreślania załamania powieki w dziennych makijażach. Uwielbiam jego chłodny, szary odcień.No i trwałość godna pochwały.


Po raz kolejny zakochałam się w Batiste. Tym razem używam delikatnego Blush i wciąż jestem zachwycona jak suchy szampon potrafi unieść i podrasować fryzurę.




MODA

Kocham moje nowe szwędacze. Można je miksować z ciuchami w męskim stylu lub ze spódniczkami ala uczennica i kolorowymi skarpetkami. Kupiłam je w Syrenie, sklepie, który pamięta jeszcze moja mama. System się zmienił, ich sklepy zniknęły z mapy polski, ale od jakiegoś czasu widać progres. Marka rośnie w siłkę i oferuje piękne, skórzane buty w dobrych cenach.
Tak, mam na myśli te na nogach, kaloszki czekają na zapowiadany w prognozie pogody deszcz:)



INTERNET

Najpierw hot: strona Ubieraj się klasycznie. Ja się pytam dlaczego mi nikt tego wcześniej nie pokazał!? Ja się pytam co ja do tej pory robiłam w internetach!?
Teraz już wiem jaki jest mój odcień żółtego, co wyróżnia styl Miroslavy Dumy i jak inspirować się zdjęciami. Back to basic nigdy nie był tak przyjemny, a autorka znów zasiała we mnie modową pasję, która zeszła gdzieś na dalszy plan.


Teraz not: book challenge. Studiując na UJocie dane mi było poznać grupę osób, które wciąż gdzieś przewijają się po moim fejsie, bo byliśmy razem an roku, w akademiku czy coś. Dzięki book challenge zrozumiałam, że niektóre osoby to obrzydliwie egzaltowane bubki, które na siłę chcą fajnymi książkami dodać sobie animuszu. 'Na wstępie zaznaczę, że nie będę wpisywał Biblii i innych bajeczek' po czym: 'Dostojewski wywarł na mój światopogląd olbrzymi wpływ'. Serio, jeśli już nie pamiętasz z liceum o czym pisał, to wyberz 50 twarzy greja i nie zawracaj d*py... I niech mi ktoś jeszcze raz napisze, że mu przykro, że nie zmieścił mu się w rankingu Platon i Kant...
To jest fajne wyzwanie dla fajnych ludzi, po co tak bać się szczerości?

literary-exploration



To by było na tyle. Coś Wam wpadło w oko?:) Co najmilej wspominacie z ubiegłego miesiąca?

Pamiętajcie, że wrzesień to początek akcji 100 dni pielęgnacji ciała! Kliknij w grafikę poniżej i dowiedz się jakie nagrody czekają na uczestników!

http://bognyprogram.blogspot.com/2014/08/akcja-100-dni-pielegnacji-ciaa-wez.html

19:30:00

AKTUALIZACJA WŁOSÓW SIERPIEŃ I AKCJA ZAPUSZCZANIA

AKTUALIZACJA WŁOSÓW SIERPIEŃ I AKCJA ZAPUSZCZANIA
Czwarty dzień września, a ja już muszę zgłosić nieprzygotowanie. Totalnie nie pamiętam, co robiłam z włosami w sierpniu:P Od dwóch tygodni zaczęłam je znów regularnie olejować (co drugie mycie), wcześniej totalny chaos i samowolka.
Końcówki wyglądają okej, nawet całkiem błyszczą. Niestety, te połamane, niewyrośnięte, które nie dosięgają do linii ostatniego cięcia są porozdwajane i mocno to widać, kiedy robię kucyk.

Tak wyglądają 2,5 dnia po myciu. Zdjęcia z fleszem:



Poniżej bez flesza w świetle dziennym. Widać, że odrost wierzchniej warstwy sięga już za ramię. Spodnie części już niemal całkowicie pozbyły się efektów rozjaśniania, zostały jakieś 4 cm. Zdjęcie bardzo przekłamane, mam dużo cieplejszy odcień włosów, a różnica między odrostem a rozjaśnionymi włosami jest znikoma i niewidoczna gołym okiem. No, ale kiedy ustawię się tak przodem do słońca, to zawsze tak wychodzi.

nie wiem, czemu nigdy nie rozczesuję włosów do zdjęcia:D

Zgłosiłam się do akcji zapuszczania u Eter. Jestem numerem 103 na długiej liście 160 uczestniczek. (KLIK)


Startuję z włosami o długości równo 70 cm. Bedę stosowała:
  • wcierki (Apteczka Babci Agafii aktywne serum ziołowe na porost włosów, Farmona Jantar, Seboradin ampułki przeciw wypadaniu włosów)
  • supelementacja (Calcium Panthotenicum)

Bierzecie udział w akcji? Może macie jakieś godne polecenia przyspieszacze porostu włosów?

20:03:00

MIESIĄC Z PEELINGIEM KAWITACYJNYM - EFEKTY I ZDJĘCIA PRZED / PO

MIESIĄC Z PEELINGIEM KAWITACYJNYM - EFEKTY I ZDJĘCIA PRZED / PO
Cera bardzo mi się poprawiła przez ostatnie 1,5 roku. Jestem zadowolona z efektów mojej długiej przeprawy z trądzikiem. Mimo wszystko wciąż nie jest idealnie i nie wyszłabym na ulicę bez makijażu. Postanowiłam poradzić sobie z pozostałymi problemami za pomocą peelingu kawitacyjnego.

Na czym polega kawitacja?
  • ultradźwięki (fale akustyczne) wywołują powstawanie pęcherzyków gazu w wodzie/cieczy i ich pękanie
  • pękające pęcherzyki powietrza odrywają martwe komórki, sebum i zanieczyszczenia od skóry 
  • działanie jest powierzchowne - tylko w obrębie warstwy rogowej
  • głowicę aparatu prowadzimy po skórze mokrej od wody lub toniku
  • 10-15 min, 1-2 razy w tygodniu

Planowałam:
  • zlikwidować zaskórniki otwarte!
  • wyrównać koloryt skóry złuszczając przebarwienia
  • oczyścić skórę zmniejszając ilość przyszłych wyprysków
  • przygotować skórę do lepszego wsysania składników odżywczych
Stosowałam dokładnie te samo urządzenie, które w filmie pokazuje Agnieszka:




Mój zabieg wyglądał tak:
  • demakijaż
  • ustawiam urządzenie, dezynfekuję końcówkę i zaczynam peeling na wodzie (aby mieć pewność, że efekty zawdzięczam tylko ultradźwiękom, nie dobremu tonikowi)
  • tonizacja
  • serum lub maseczka
  • krem
Po pierwszym zabiegu pojawiło się kilka nowych wyprysków. Już wiedziałam, że będą problemy... Po kolejnych dwóch użyciach w moim newralgicznym punkcie (broda i okolice ust) wyskoczyły tryliardy małych krostek. Było naprawdę nieciekawie. Zauważyłam już, że skóra jest dobrze złuszczona i świetnie pochłania kremy i sera. Przy każdym peelingu usuwało mi kilka zaskórników. Można to łatwo zweryfikować, bo zostają na metalowej łopatce, razem z resztą zanieczyszczeń. Z przebarwieniami radzi sobie całkiem nieźle, ale nie liczcie na cuda. Schodzą po prostu odrobinę szybciej.
Na wypielęgnowanej skórze makijaż wyglądał o niebo lepiej niż teraz, kiedy od 2 tygodni nie używam aparatu. To chyba najbardziej cieszący mnie efekt:) Podkład nie ważył się tak szybko i suchych skórek zupełnie nie było widać.

Zdjęcia 'po' w dużo mocniejszym oświetleniu, więc wydaje się, że efekty są fajne, ale na ostatniej fotce nosa widać, że peeling kawitacyjny z zaskórnikami sobie nie radzi.

po pierwszym peelingu - po 8 peelingach

na górze po pierwszym peelingu, na dole po 8 peelingach

stan zaskórników otwartych: przed i po

Mam wrażenie, że cały miesiąc złuszczania dał mi tyle co jedna porządna mikrodermabrazja, a z zaskórnikami poradził sobie dużo gorzej. Uważam, że ten peeling świetnie przygotowuje moją cerę do kolejnych zabiegów, ale samodzielnie jest zbyt słaby, żeby uważać go za dobrą alternatywę mocniejszych peelingów (np. kwasowych). Muszę spróbować sposobu z maską rozpulchniającą i waponizacją - ponoć łatwiej oczyścić w ten sposób pory:)

Polecam peeling kawitacyjny osobom z cerą bardzo wrażliwą, która źle reaguje na inwazyjne zabiegi. Dla cer tłustych, zanieczyszczonych jest to tylko wstępna obróbka, oczywiście godna polecenia. Warto mieć taki sprzęt w domu, by na co dzień mieć gładką skórę.

Robiłyście kiedyś ten zabieg w salonie? A może macie taki aparacik w domu?